Jedziemy do Indii po kaszmir i jedwab
Share
Zaczęliśmy od bawełny — drukowanej ręcznie, tkanej na krosnach, barwionej roślinami. To wciąż serce marki i nigdzie się nie wybiera. Ale od początku wiedzieliśmy, że chcemy pójść dalej, i właśnie planujemy wyjazd, który ma to umożliwić.
Szukamy dwóch rzeczy.
Kaszmiru. Prawdziwego — z podszerstka kóz żyjących wysoko w Himalajach, gdzie mróz wymusza na zwierzętach wyjątkowo cienki i ciepły włos. Kaszmir przędzie się i tka ręcznie, a różnica między tym rzemieślniczym a maszynowym jest wyczuwalna od pierwszego dotknięcia. Chcemy chusty, które grzeją, nie ważąc nic.
Jedwabiu. Interesuje nas ten tkany ręcznie, o nierównej, żywej strukturze — a nie gładka, fabryczna tafla. Zależy nam zwłaszcza na jedwabiu, który da się połączyć z technikami, które już znamy: block printem i barwieniem naturalnym.
Ale wyjazd to nie tylko zakupy. Chcemy poznać ludzi, którzy to robią. Zobaczyć warsztaty, zapytać o warunki pracy, dowiedzieć się, komu trafiają się pieniądze. Handel rzemiosłem bywa różny i nie chcemy budować marki na czymś, czego nie widzieliśmy na własne oczy.
Będziemy pokazywać tę podróż na bieżąco — w relacjach i tutaj. Jeśli masz ochotę zobaczyć, skąd naprawdę biorą się rzeczy, które nosisz, zostań z nami na dłużej.